Skóra głowy pod mikroskopem: 5 rzeczy, które zobaczyłam u klientek w tym miesiącu

4 Lipca 2026 Sylwia Mańska Łebkowska 6 min czytania
Trycholog Wejherowo bada skórę głowy klientki kamerą trychologiczną

Jako trycholog w Wejherowie każdą konsultację zaczynam od obrazu na żywo. To zmienia rozmowę z „zgadywanki” na konkretny plan.

Większość kobiet, które siadają u mnie na fotelu, mówi jedno zdanie: „Chyba wiem, co mi jest”.

I w 8 na 10 przypadków mylą się.

Nie dlatego, że są nieuważne. Dlatego, że skóry głowy nie da się ocenić okiem. To, co wygląda jak łupież, bywa czymś zupełnie innym. Panika o wypadanie okazuje się naturalnym cyklem. A prawdziwy problem chowa się tam, gdzie nikt nie patrzy: pod powierzchnią, w mieszkach włosowych, których nie zobaczysz w lustrze.

Dlatego każdą konsultację zaczynam od badania kamerą trychologiczną, mikroskopem, który powiększa skórę głowy nawet 200-krotnie. To, co widzę na ekranie, często zaskakuje mnie samą.

W tym miesiącu zebrałam pięć przypadków, które najlepiej pokazują, dlaczego „czuję, że coś jest nie tak” to za mało, żeby zacząć leczenie. Wszystkie opisuję anonimowo, za zgodą klientek.

1. „Mam łupież od lat”. A to było łojotokowe zapalenie skóry

Klientka przyszła przekonana, że walczy z łupieżem. Kupowała szampony przeciwłupieżowe od trzech lat. Bez efektu.

Pod kamerą zobaczyłam coś innego: zaczerwienienie, stan zapalny i charakterystyczne żółtawe łuski, klasyczny obraz łojotokowego zapalenia skóry (LZS), nie zwykłego łupieżu. To dwie różne rzeczy, które wymagają dwóch różnych podejść.

Szampon przeciwłupieżowy nie tylko jej nie pomagał. Momentami pogarszał sprawę, bo wysuszał już podrażnioną skórę.

Wniosek: jeśli „łupież” nie ustępuje mimo leczenia, prawdopodobnie to nie jest łupież.

2. Panika o wypadanie. A to był zwykły cykl telogenowy

Młoda klientka, przerażona, przyniosła zdjęcia włosów na szczotce. „Wypadają garściami, łysieję.”

Pod mikroskopem: mieszki włosowe zdrowe, gęstość w normie, nowe włosy odrastające prawidłowo. To był telogen effluvium, przejściowe, wzmożone wypadanie, które u niej ruszyło po infekcji i silnym stresie kilka miesięcy wcześniej.

To się samo wyrównuje. Nie potrzebowała drogich kuracji. Potrzebowała spokoju i kilku prostych zmian. Wyszła z gabinetu z ulgą zamiast z rachunkiem za niepotrzebne zabiegi.

Wniosek: nie każde wypadanie to problem. Ale żeby to wiedzieć, trzeba zajrzeć pod powierzchnię. Więcej w artykule „Wypadanie włosów po zimie — czy to normalne?”

3. „Włosy mi się przetłuszczają”. Problem był na końcówkach

Klientka skarżyła się na przetłuszczanie i myła włosy codziennie. Im częściej myła, tym szybciej się tłuściły, błędne koło, które zna wiele kobiet.

Kamera pokazała, że skóra głowy produkowała sebum w normie. Problem był gdzie indziej: przesuszone, zniszczone końcówki po domowej koloryzacji sprawiały, że włosy wyglądały na „brudne” znacznie szybciej.

Rozwiązaniem nie był kolejny szampon do tłustych włosów. Było nim odbudowanie struktury włosa i zmiana rytmu mycia.

Wniosek: to, co widzisz na długości, często zaczyna się gdzie indziej niż myślisz.

4. „Chcę mezoterapię na porost”. Najpierw trzeba było wyleczyć skórę

Klientka przyszła zdecydowana: chce zabieg na porost włosów, wyczytała o nim w internecie.

Pod kamerą zobaczyłam aktywny stan zapalny mieszków. Wykonanie zabiegu stymulującego na podrażnionej skórze byłoby jak sianie na spalonej ziemi. Pieniądze wyrzucone w błoto, a w najgorszym razie pogłębienie problemu.

Odmówiłam zabiegu tego dnia. Zamiast tego zaproponowałam plan: najpierw wyciszamy skórę, potem stymulujemy porost. To była trudniejsza rozmowa, ale uczciwa.

Wniosek: dobry trycholog czasem mówi „jeszcze nie teraz”. Kolejność ma znaczenie.

5. „To pewnie geny”. Badanie krwi pokazało niedobory

Ostatni przypadek jest dla mnie najważniejszy. Klientka z rozrzedzeniem włosów była pewna, że to genetyka i nic się nie da zrobić.

Obraz spod kamery był niejednoznaczny, więc zrobiłam to, co robię zawsze w takich sytuacjach: poprosiłam o podstawowe badania krwi. Wyszły wyraźne niedobory: ferrytyna, witamina D i problem z tarczycą, o którym klientka nie wiedziała.

Włosy były objawem, nie chorobą. Po wyrównaniu niedoborów (i wizycie u lekarza) sytuacja zaczęła się poprawiać. Żaden szampon by tego nie naprawił, bo problem nie był na głowie. Był w środku.

Wniosek: skóra głowy to ekran, na którym wyświetla się zdrowie całego organizmu. Dlatego przy diagnozie pytam o badania krwi. To nie fanaberia, to podstawa.

Co łączy te 5 przypadków?

W każdym z nich klientka była pewna diagnozy i w każdym się myliła. Nie z głupoty. Po prostu bez odpowiedniego sprzętu i wiedzy skóry głowy nie da się prawidłowo ocenić.

Różnica między zgadywaniem a wiedzą to jedno badanie. A różnica między latami wydawania pieniędzy na niewłaściwe produkty a rozwiązaniem problemu bywa jeszcze większa.

Umów badanie i przestań zgadywać

Jeśli od miesięcy walczysz z czymś, co nie ustępuje, wypadaniem, „łupieżem”, przetłuszczaniem, rozrzedzeniem, przestań zgadywać.

Podczas konsultacji trychologicznej w moim gabinecie w Wejherowie:

Czytaj dalej: Wypadanie włosów latem - kiedy to normalne? · Wypadanie włosów po zimie · Wypadanie włosów jesienią

Gotowa zobaczyć swoją skórę głowy pod mikroskopem?

Umów badanie trychologiczne - 150 zł Masz pytanie? Napisz do mnie

Bo Twoje włosy nie potrzebują kolejnego szamponu. Potrzebują diagnozy. Masz wątpliwości przed wizytą? Zajrzyj do najczęściej zadawanych pytań albo przeczytaj o trychologii w gabinecie Hair by Sylwia.

Bądź na bieżąco i obserwuj nas w social media:

Metamorfozy, kulisy salonu i codzienność Hair by Sylwia: